Z filmowymi biografiami wielkich postaci jest za każdy razem podobnie. Osuwają się w bezwstydną hagiografię (“Che” Soderbergha) lub dla odmiany obrazoburstwo (twórczość Kena Russela).
Niezależnie od tych skrajności najważniejsze jednak, by film był “jakiś”, wzbudzał zainteresowanie bohaterem, tłumaczył, dlaczego postać jest nietuzinkowa itp. Najgorzej, gdy nie potrafi tego uczynić, jest nijaki, czego smutnym dowodem jest wchodząca na nasze ekrany “Coco Chanel”. A przecież materiału nie brakowało, słynna projektantka mody to postać wystarczająco barwna, zagadkowa i kontrowersyjna, by zrobić z tego kawał świetnego kina.











